Ludzie

11 września 1920 r. Aleksander Ładoś. Jak zabiegany sekretarz z MSZ został fałszerzem paszportów

Brodaty, elegancki, w kapeluszu typu fedora, spod którego wystają charakterystyczne, spore uszy. Choć formalnie nie jest pierwszoplanową postacią, zwraca uwagę dziennikarzy. Widzą go ciągle zabieganego, z ciężką teką dokumentów pod pachą. Całe jego życie toczy się teraz w podróży: w pociągach, automobilach, na statku, w dusznych od papierosowego dymu salach konferencyjnych i gabinetach. Pod koniec października 1920 r. to on zawiezie do Lipawy akt ratyfikacyjny traktatu pokojowego kończącego krwawą wojnę z bolszewikami.

Aleksander Ładoś, wówczas niespełna 29-letni, mimo młodego wieku (i niedługiej, bo ledwie półtorarocznej historii dyplomacji odrodzonej Polski), miał już spore doświadczenie – m.in. jako delegat ds. plebiscytu na Spiszu i Orawie oraz kierownik wydziału prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Późnym latem i jesienią 1920 r. był sekretarzem polskiej delegacji na rozmowy pokojowe z Rosją sowiecką w Mińsku i Rydze. Choć to ważna część jego biografii, zasłynie z czego innego.

Dwie dekady później, jako przedstawiciel polskiego rządu na uchodźstwie, Ładoś stanie na czele grupy berneńskiej, odpowiedzialnej za wystawienie tysięcy nielegalnych paszportów państw Ameryki Południowej dla Żydów zamkniętych w niemieckich gettach na terenie okupowanej Polski (a także m.in. Żydów pochodzących z Niemiec i Holandii). Tak zwana Lista Ładosia liczy obecnie 3262 nazwiska, choć „paszportów życia” wydano prawdopodobnie ok. 8–10 tys. Wielu posiadaczom dokumentów nie udało się przeżyć wojny, ale historycy oceniają, że grupa Ładosia mogła przyczynić się do uratowania nawet 2–3 tys. Żydów. Na liście można znaleźć m.in. Adama Daniela Rotfelda (przyszłego ministra spraw zagranicznych RP), Hannah „Hanneli” Goslar (przyjaciółkę Anny Frank) i Cywię Lubetkin (członkinię dowództwa Żydowskiej Organizacji Bojowej, uczestniczkę powstania w getcie warszawskim). Każde z nich przeżyło wojnę. Badania nad ustaleniem kolejnych nazwisk trwają.

Sto lat temu polska prasa z uznaniem odnotowała, że sekretarz Ładoś świetnie odnalazł się w trudnej sztuce zakulisowej dyplomacji. W Rydze był duszą towarzystwa na przyjęciu zorganizowanym przez polską delegację dla dziennikarzy z czołowych redakcji zagranicznych pism. Lwowski dziennik „Chwila” o profilu narodowo-syjonistycznym pisał:

Przy jednym stoliku: Altsberg „Daily Herald”, Farman „Manchester Guardian”, Ginsburg „Chicago Tribune”, Lewin „Daily News”, Fischer „Telegraf” amsterdamski oraz przedstawiciele prasy żydowskiej w Polsce i na Łotwie, i pijący w ich towarzystwie i doskonale się bawiący sekretarz delegacyi p. Ładoś […]. Stolik ten był przedmiotem powszechnej uwagi. Były toasty poważne, a gdy p. Dąbski [Jan Dąbski, przewodniczący polskiej delegacji, przyszły minister spraw zagranicznych – red.] wygłosił toast na cześć prasy, od której wszak w niemałym stopniu zależy kwestya pokoju, korespondent „Daily Heralda” podbiegł do prezesa delegacyi i „stuknął się” swym kieliszkiem z p. Dąbskim, co wywołało wielką sensacyę i liczne komentarze na sali, rozbrzmiewającej z tego powodu oklaskami.

Konferencja pokojowa w Rydze. Po prawej stronie delegacja polska, czwarty z prawej – Aleksander Ładoś. Źródło: Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

Dwie dekady później Niemcy rozkręcili w Polsce machinę Zagłady. 1 lipca 1941 r. redaktor naczelny „Chwili” Henryk Hescheles został zamordowany na podwórzu lwowskiego więzienia. Masowe fałszowanie paszportów dla europejskich Żydów Polacy w Szwajcarii rozpoczęli prawdopodobnie kilka miesięcy później.

Wyjazd delegacji polskiej na pertraktacje do Rygi, 14 września 1920 r. Trzeci od lewej – Aleksander Ładoś. Zdjęcie opublikowane w piśmie „Świat” nr 39 z 25 września 1920 r. Źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

Wzmianki o Aleksandrze Ładosiu w 1920 r. publikowano m.in. w następujących tytułach: